kultowy test makijaż podkład

Revlon Colorstay / kultowy test #3

Hej,
W ciągu kilku minionych miesięcy moja skłonna do niedoskonałości cera trochę „szalała” na skutek zmian hormonalnych. Ich skutki dały mi się we znaki i choć kosmetyki pielęgnacyjne pozwoliły mi już przywrócić skórze równowagę, wybierając kosmetyki do makijażu, pierwszy raz zaczęłam szukać podkładów bardziej kryjących, które poradziłyby sobie z pozostałymi przebarwieniami. Sięgnęłam więc po słynny Revlon Colorstay. Jak się u mnie sprawdził? Zapraszam do lektury.

Choć zawsze jako posiadaczka cery mieszanej i przetłuszczającej się zmagam się z mniejszymi bądź większymi niedoskonałościami, zawsze lubiłam lekkie podkłady. Bardziej niż kompletne krycie ceniłam sobie bowiem naturalne wykończenie lekkich fluidów. Niestety ostatnie rewolucje na mojej skórze zmusiły mnie do pójścia w innym kierunku.
Po kilku „przymiarkach” do zakupu Revlon Colorstay oraz bezskutecznym przedzieraniu się przez tłum klientek i szukaniu właściwego odcienia na promocji, stwierdziłam, że po prostu udam się do Rossmanna o dużym asortymencie i wybiorę na spokojnie kolor. Mimo kilkunastu odcieni do wyboru, nie było łatwo, bo numer 180, na który ostatecznie się zdecydowałam, był dla mnie trochę za jasny i zbyt zimny, jakby ziemisty, a kolejny wpadał w pomarańczowe tony. Zapłaciłam za niego regularną cenę 69,99 zł, myśląc, że jeśli faktycznie jest tak rewelacyjny, jest wart tej ceny.

Co obiecuje producent?

Pełne krycie, matowe wykończenie makijażu, trwałośc do 24h. Formuła Soft Flex zapewnia uczucie lekkości i komfortu. Produkt beztłuszczowy, nie zatyka prów.

Zalety:

Colorstay ma wygodne standardowe opakowanie z pompką. Ma intensywny – jak na produkt tego typu – zapach, ale przyjemny i nietrwały. Konsystencja jest kremowa, dość płynna, lżejsza niż się spodziewałam. Podkład dobrze się rozprowadza i nie tworzy smug – nakładałam go rękami, lekko wklepując pod koniec aplikacji lub przy użyciu gąbki (Beauty Blendera). Dość szybko zastyga i to kompletnie, co uznaję za zaletę, bo przedłuża to jego trwałość i zapobiega zbieraniu się w zmarszczkach mimicznych. Krycie jest duże, choć nie kompletne, ale po zastygnięciu można dokładać go punktowo. Pięknie przyjmuje wszystkie produkty sypkie, niebywale przedłużając ich trwałość. Uwielbiam go za to! Nigdy mój róż czy brązer nie trzymał się tak znakomicie, właściwie do wieczornego demakijażu.
Krycie podkładu Revlon Colorstay – nałożony solo (bez bazy, nieprzypudrowany). Zdjęcie w świetle dziennym

Wady:

Niestety, po jakiś 2 tygodniach codziennego stosowania zauważyłam, że moja skóra jest bardziej przesuszona, wręcz ściągnięta, a makijaż wokół brody nie wygląda dobrze. Starałam się zaradzić temu bogatszą pielęgnacją i stosowaniem pod podkład nawilżającej bazy. Pomogło, ale nie byłam w 100% zadowolona. Skórze wciąż brakowało komfortu, miejscami wyglądała na suchą, a to zawsze skutecznie nas postarza. Zauważyłam też, że zastygając, Colorstay mocno ciemnieje, na szczęście, jak napisałam wyżej, kupiłam zbyt jasny odcień. Właśnie ze względu na to zastyganie i trwałość, trudno jest doczyścić po nim przybory do makijażu – może dla niektórych to drobiazg, ale ja jestem niepocieszona, bo mój Beauty Blender jest skutecznie pofarbowany.
Ciemnienie – podkład po zastygnięciu oraz świeżo nałożony (odcień 180)
Niestety podkład zdecydowanie nie spełnia obietnic producenta jeśli chodzi o lekkość – daje raczej konkretną „tapetę”, którą niestety czuć i widać na skórze, zwłaszcza z bliska lub w ostrym dziennym świetle. Dużą jego wadą jest też sposób, w jaki schodzi: po jakimś czasie od nałożenia, kiedy skóra jest lekko przetłuszczona (dla każdej z nas może to być inny czas), przy potarciu dłonią czy chusteczką, podkład schodzi z powierzchni skóry punktowo, pozostając w jej zagłębieniach i porach, a to wygląda naprawdę koszmarnie.
Mam więc co do Colorstay mieszane uczucia – uwielbiam go za trwałość i krycie, ale dużym minusem jest dla mnie fakt, że przesusza skórę. Myślę, że ostatecznie wyląduje ponownie w mojej kosmetyczce, ale do sporadycznego używania – do makijażu na wieczór lub przy chwilowo gorszym stanie skóry. Na pewno jednak kupię go on-line, bo w drogeriach internetowych można go dostać już za ok. 30zł.
Tymczasem nie przestaję poszukiwać podkładu idealnego – kryjącego, o naturalnym wykończeniu, niebywałej trwałości i pięknie oliwkowo-żółtym odcieniu. Może Wy już znalazłyście swój ideał – piszcie w komentarzach.
Pozdrawiam,
Ewa

 

Zostaw komentarz

Komentarze (1)

Zostając na tej stronie godzisz się na używanie plików cookies! Więcej informacji

Dowiedz się więcej o plikach cookie na wszystkoociasteczkach.pl.

Zamknij