denko La Roche-Posay makijaż Nivea pielęgnacja The Body Shop włosy

Wykończeni #1 czyli projekt denko Nivea, The Body Shop, Batiste, La Roche-Posay, Eveline…

Hej,
Dziś zapraszam na przegląd śmieci 🙈 czyli mój pierwszy „projekt denko” – krótką recenzję zużytych w ostatnim czasie produktów. Sama bardzo lubię oglądać czy czytać „denko” u blogerek, bo kiedy możemy bardziej rzetelnie ocenić produkt niż po jego zużyciu? I czy istnieje lepsza rekomendacja niż stwierdzenie, że chętnie kupimy jakiś produkt ponownie?
Zapraszam 😀

Nivea Caring shower Silk Mousse
Bardzo polubiłam pielęgnacyjną nowinkę od Nivea. W metalowym aerozolu zamknięty jest płyn, który zmienia się w gęstą pianę. Przepięknie świeżo pachnie, jest wydajny i faktycznie nie przesusza skóry jak zwykły żel pod prysznic. O musie Nivea pisałam TUTAJ, kiedy była to zupełna nowość. Lubię i polecam, chętnie sięgnę po pozostałe z kolekcji.
Pianka do włosów Nivea Styling mousse extra strong
Nie zawsze, ale czasem, aby dodać włosom objętości, nakładam trochę pianki przy ich nasadzie przed suszeniem. Ta jest moim ulubieńcem, używam jej od kilku lat. Przyjemnie, ale nienachalnie pachnie, lekko usztywnia, ale nie skleja mocno włosów, nie podrażnia skóry głowy i świetnie spełnia swoje zadanie – dodaje włosom objętości. Mam już w użyciu kolejne opakowanie.
Suchy szampon Batiste wersja Divine dark dla brunetek.
Chętnie sięgam po produkty Batiste, w mojej opinii dobrze spełniają swoje zadanie. Niestety w moim przypadku sprawiają, że włosy są mocno matowe i co z tego, że fryzura jest świeża, skoro wyglądam jakbym była siwa?! Brązowa wersja suchego szamponu Divine dark faktycznie skutecznie zapobiega temu efektowi, ale przy tym niestety bardzo brudzi wszystko wokół: ubrania, kanapę, na której się oprzecie, a nawet dłoń. Dlatego właśnie nie sięgnę po niego ponownie: nie chcę wciąż uważać, żeby niczego nie dotknąć. Zdecydowanie wolę sięgnąć po inny spray i ewentualnie dodać włosom połysku nabłyszczaczem. Ostatecznie: suchy szampon to i tak doraźne rozwiązanie, które ma służyć na chwilę.
Wiśniowy krem do rąk Oriflame
Dostałam go w prezencie – zamknięty w pudełku wraz z dwoma innymi małymi kremami stanowił miły upominek. Opakowanie świetne do torebki – małe i zakręcane, więc możemy mieć pewność, że nie otworzy się przez przypadek. Sam krem jest leciutki i przyjemnie pachnie jak wiśniowe Haribo. Niestety efekt nawilżenia jest mizerny i krótkotrwały, nawet przy hojnym nakładaniu. Krem szybko się wchłania, ale po chwili wręcz znika i właśnie dlatego nie przypadł mi do gustu.
Żel pod prysznic Le Petit Marseiliais werbena i cytryna
W mojej opinii żele Le Petit Marseiliais to jedne z lepszych produktów w tej kategorii, dostępne w drogerii. Przyjemnie się pienią, są wydajne (choć dość płynne, więc trzeba uważać z dawkowaniem), przepięknie pachną i nie wysuszają skóry. Większość z nich zawiera wyciągi roślinne i glicerynę, choć nie są to produkty naturalne. Wersja werbenowa miała bardzo świeży, cytrusowy, trochę gorzkawy zapach. Na pewno kupię ponownie. Uwielbiam je także za przemyślane opakowanie – jego kształt sprawia, że bez problemu możemy je postawić „do góry nogami”, kiedy produkt dobiega końca i mamy pewność, że zużyjemy żel do ostatniej kropli.
Masło do ciała The Body Shop Karite
 Fantastyczne, gęste, prawdziwie odżywcze masło. Bogactwo naturalnych olejów w składzie i słodki zapach przywodzący na myśl orzechową czekoladę zdecydowanie zachęca do częstego po nie siągania. Masło dobrze się wchłania, świetnie nawilża i regeneruje skórę, ale jak na odżywczy produkt przystało, pozostawia na skórze delikatny film, może więc nie spodobać się przeciwniczkom bogatych konstencji. Ja jestem zachwycona tym produktem i używam już innego z The Body Shop. Ponieważ jednak za 200ml musimy zapłacić w cenie regularnej 69zł, warto skusić się na nie w promocji, ale tych w TBS nie brakuje. Poza tym ze względu na działanie i konsystencję jest to kosmetyk wyjątkowo wydajny.
Maksa do włosów Kallos z proteinami mleka
Wiele świetnych opinii słyszałam i czytałam o produktach Kallos, ale zawsze odstraszały mnie wielkie kilogramowe (?) słoje ich masek. Będąc w Drogerii Natura trafiłam kiedyś na promocję – wszystkie maski o pojemności 275 ml były za niewiele ponad 5zł. Skusiłam się na wersję mleczną. Zużyłam, ale nie był to mój ulubieniec. Po pierwsze przeszkadzał mi jej zapach – to jeden z tych, który miał pachnieć jak słodycze, ale wyszło sztucznie i mdło. Po drugie nie zauważyłam większego działania – maska wygładzała włosy, ułatwiając ich rozczesywanie, ale nie była na tyle skuteczna, aby zapobiec wysuszeniu końcówek długich włosów czy ich rozdwojeniu. Kupiłam, przetestowałam, nie sięgnę ponownie.
La Roche-Posay Redermic C
Kupiłam go z myślą o wyrównaniu kolorytu cery oraz walce z przebarwieniami i naprawdę świetnie się sprawdził. Ma minusy: opakowanie w postaci metalowej tubki nie jest zbyt wygodne, krem przy utlenianiu ciemnieje, co jest naturalne dla produktów z witaminą C, poza tym jego działanie nawilżające jest zbyt słabe nawet dla mojej mocno przetłuszczającej się skóry. Wspominając jednak, że przy nałożeniu wieczorem, już następnego dnia rano widziałam różnicę na skórze, jestem przekonana, że jeszcze po niego sięgnę. Po więcej na jego temat zapraszam do posta – kliknij TU.
Mascara Eveline Cosmetics Master Volume Sensation wersja wodoodporna
Sięgnęłam po nią, bo szukałam wodoodpornego tuszu z silikonową szczoteczką za nieduże pieniądze (potrzebowałam na kilka użyć). Zdecydowałam się na niego, bo miałam wiele dobrych tuszy marki Eveline, a szczoteczka, która z jednej strony ma krótkie włoski, a z drugiej dłuższe, przypominała mi mascarę z Lovely, którą bardzo lubię (możecie przeczytać o niej TU). Niestety Master Volume Sensation była dla mnie jednym wielkim rozczarowaniem – szczotka nie rozdzielała skutecznie rzęs i pokrywała tuszem nierównomiernie, w efekcie były one słabo zaznaczone, za to gdzieniegdzie były na nich nieestetyczne grudy. Jedyny plus to fakt, że tusz faktycznie był wodoodporny i nie rozmazywał się, ale potrafił się kruszyć. Poddałam się po kilku użyciach, nie polecam.

 

Czy miałyście któryś ze zużytych przeze mnie produktów? Może Wasze spostrzeżenia różnią się od moich?
Piszcie w komentarzach, zostawiając komentarz anonimowy, nie musicie logować się do Google.
Pozdrawiam,
Ewa

Zostaw komentarz

Komentarze (2)

  1. Miałam tę piankę do włosów z Nivea, ale ogólnie takich rzeczy do włosów używam rzadko, więc mam takie sobie porównanie. Za to te żele z Marseiliais bardzo lubię 🙂

  2. Ja też pianki nie używam po każdym myciu, ale lubię "mieć w zanadrzu". 🙂 a żele z Marseiliais przerobiłam chyba wszystkie, to naprawdę dobre produkty. Cieszę się, że masz podobne odczucia.
    Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.
    Ewa

Zostając na tej stronie godzisz się na używanie plików cookies! Więcej informacji

Dowiedz się więcej o plikach cookie na wszystkoociasteczkach.pl.

Zamknij