demakijaż denko makijaż pielęgnacja włosy

Denko #2 / Loreal, La Roche-Posay, Dove, Bourjois, Tołpa, Be Beauty…

Hej,
Przyszła pora na denko #2 czyli przegląd i minirecenzje zużytych w ostatnim czasie kosmetyków. Które dodałam do ulubionych, a czego nie polecam? – zapraszam

 Loreal Volume Million Lashes Fatale – młodszy brat mojego ulubieńca Volume Million Lashes So Couture. Posiada zdecydowanie grubszą, sylikonową szczoteczkę. Nie rozdziela tak dobrze rzęs jak poprzedniczki, pokrywa je grubszą warstwą tuszu, co daje bardziej wyrazisty, teatralny efekt. Jeśli jesteście zwolenniczkami bardzo naturalnego makijażu, może nie przypaść Wam do gustu. Ja na co dzień nie używam cieni do powiek, kredek, ani eyelinera, lubię za to mocno wytuszowane rzęsy, bo moje są bardzo jasne. Z tego względu chętnie sięgnę ponownie po tę mascarę – wydłuża i mocno pogrubia rzęsy, jest bardzo czarna, nie kruszy się i nie rozmazuje. Polecam.
La Roche-Posay Hydraphase Intense Legere – krem nawilżający o lekkiej konsystencji. Opisywałam go już na blogu TU. Jest rzeczywiście leciutki, szybko się wchłania, przyjemnie pachnie. Spodziewałam się po nim jednak większej dawki nawilżenia dla skóry, pod tym względem nie spełnił moich oczekiwań, a mam skórę mieszaną w stronę tłustej.
Batiste Heavenly Volume – mój ulubiony suchy szampon. Zostawia wprawdzie włosy matowe, trochę je bieli, ale faktycznie odświeża i dodaje objętości. Lekko je usztywnia, ale nie skleja i daje się wyczesać. To już któreś moje opakowanie i na pewno do niego wrócę.
Vaseline Intensive Care Healthy Hands Stronger Nails – Krem do rąk kupiłam za kilka złotych w Biedronce, kiedy zapomniałam zabrać ze sobą inny z domu. Bardzo przyjemnie, słodko, ale nienachalnie pachniał, nawilżał dłonie, szybko się wchłaniał. Sprawdził się świetnie jako krem „do torebki” – nie jest to produkt odżywczy i bogaty w konsystencji, ale szybko daje komfort skórze, a dłonie nie są lepkie. Nie zauważyłam jednak spektakularnych efektów ani wzmocnienia paznokci, które obiecuje producent.
Dove Purely Pampering migdały i hibiskus
Jeśli lubicie gęste, kremowe żele pod prysznic, o słodkich zapachach przywodzących na myśl słodycze, ten przypadnie Wam do gustu. Jak to Dove – można go dostać wszędzie, jest tani i bardzo wydajny. Naturalnie nie zastąpi balsamu do ciała, ale też nie przesusza skóry, jak niektóre produkty z tej półki cenowej. Co jakiś czas wracam do żeli Dove, choć pod koniec tego opakowania miałam już dość jego zapachu. Pewnie jednak wrócę do niego w chłodniejszych miesiącach, bo preferuję wtedy słodkie zapachy.
Bourjois Healthy Mix (stara wersja)
Na ten fluid miałam chrapkę już od dawna. Mając pozytywne doświadczenia z innymi podkładami Bourjois, chciałam wypróbować najsłynniejszy. Ponieważ cena ok. 60zł jak na produkt drogeryjny jest wysoka, próbowałam kilkakrotnie dorwać go na różnego rodzaju promocjach, jest jednak tak popularny i rozsławiony, że dostanie jasnego odcienia graniczyło z cudem. Kupiłam więc za cenę regularną w Rossmannie i nie żałuję, ale nie kupiłabym go ponownie. Daje bardzo naturalne wykończenie, faktycznie dodaje blasku, choć nie zawiera rozświetlających drobinek, jest komfortowy na skórze i przyjemnie pachnie – tyle w kwestii zalet. Niestety krycie jest znikome, a na mojej szybko przetłuszczającej się skórze podkład trzyma się bardzo krótko, nawet solidnie przypudrowany. W tej chwili zmienił opakowanie i formułę, która ma być trochę trwalsza i bardziej kryjąca, być może sięgnę więc po jego nową wersję.
Tołpa Dermo Face Physio – płyn micelarny do skóry wrażliwej i bardzo wrażliwej.
Lubię produkty Tołpa, płyny micelarne wypróbowałam już chyba wszystkie. Chętnie kupuję je w dużych opakowaniach na promocjach – w Super Pharm można je często znaleźć po kilkanaście złotych za butelkę 400 ml. Ta wersja, choć faktycznie nie podrażniała i nie przesuszała skóry, średnio radziła sobie ze zmywaniem makijażu. W efekcie demakijaż musiałam wykonywać kilkakrotnie i płyn szybko się skończył. Wrócę chętnie, ale do jego wersji „różowej” – tej do skóry wrażliwej i naczynkowej, bo lepiej się u mnie sprawdzała.
Farmona Tutti Frutti mus do ciała brzoskwinia i mango
Mus kupiłam, aby sprezentować go koleżance, ostatecznie jednak nie udało nam się spotkać, więc trafił do mojej kosmetyczki. Dzięki Bogu! Dla mnie bowiem, to jeden z bardziej nieudanych kosmetyków do ciała, jaki miałam. Zacznę od tego, że produkt ma dziwną, trochę galaretowatą konsystencję, która w mojej opinii z musem ma niewiele wspólnego. Po drugie zapach – spodziewałam się owocowego, letniego, tropikalnego, otrzymałam przesadnie słodki, mdlący i syntetyczny. Poza tym krem w zasadzie nie nawilża – najpierw ślizga się po skórze, potem szybko wchłania i… nic. Możemy nałożyć go ponownie – efekt taki sam. Dla mnie bubel, będę omijać w drogerii szerokim łukiem.
Be Beauty Hydrate żel micelarny 2w1

Świetny produkt w cenie ok. 5 zł dostępny w każdej Biedronce. Myje, ale nie wysusza, nie podrażnia skóry, pozostawia ją miękką i odświeżoną. Polubią go zwłaszcza osoby o cerze wrażliwej i suchej. U mnie świetnie sprawdził się w porannej pielęgnacji. Więcej o nim pisałam TU. Polecam

 

 

Nivea mleczko do ciała wygładzające – otrzymałam je w prezencie, w zestawie kosmetyków, ale sama też co jakiś czas wracam do balsamów Nivea. Dobrze nawilżają i zmiękczają skórę, uwielbiam ich zapachy i może to mnie do nich od czasu do czasu przyciąga. Mleczko jest dość treściwe, ale nie pozostawia na skórze filmu, jak jego brat w granatowym opakowaniu. Zna je chyba każdy, ja znam i lubię. Przestrzegam jednak    skład nie jest idealny i jest w nim parafina. Zwykle unikam jej nawet w kosmetykach do ciała, ale w balsamach Nivea nigdy mi jeszcze nie zaszkodziła.
To tyle na dziś. Miały być minirecenzje, a jak zwykle wyszedł mi elaborat. Wybaczcie i koniecznie dajcie znać, czy używałyście któregoś z moich „zdenkowanych” kosmetyków i jak sprawdził się u Was.
Pozdrawiam,
Ewa

Zostaw komentarz

Zostając na tej stronie godzisz się na używanie plików cookies! Więcej informacji

Dowiedz się więcej o plikach cookie na wszystkoociasteczkach.pl.

Zamknij