domowe SPA glinka L'Oreal oczyszczanie pielęgnacja twarz

3 x Czysta Glinka L’Oreal

Witajcie,
Choć glinki są stosowane w pielęgnacji skóry i włosów od tysiącleci, mam wrażenie, że właśnie w tej chwili mają „swoje pięć minut” w kosmetyce. Dlatego dziś zapraszam Was na recenzję masek glinkowych od L’Oreal. Czy w ogóle czymś się różnią między sobą, jak je oceniam i która sprawdziła się u mnie najlepiej? Zapraszam!

Glinki są naturalnymi minerałami pochodzącymi ze skał krzemionkowych. Obecnie przeżywają prawdziwy rozkwit i wiele marek kosmetycznych wprowadza do oferty gotowe produkty z glinką, przede wszystkim maski. Jedną z pierwszych był L’Oreal, który wprowadził na rynek maski z serii Czysta Glinka. Naturalnie, nie byłabym sobą, gdybym w promocji nie kupiła wszystkich trzech, chcąc przekonać się, czy w ogóle czymś się różnią i którą polubię najbardziej.

 

Do testów podeszłam jak najbardziej poważnie, każdą z masek stosowałam regularnie 2 razy w tygodniu i przez ten czas zrezygnowałam z innych masek, bo chciałam przekonać się, czy poza chwilowym efektem zauważę jakieś długofalowe efekty ich stosowania.
Jeśli chodzi o składy masek, każdy z nich zaczyna się od kaolinu (glinki porcelanowej), czarna i zielona maska mają dalej montmorylonit (glinkę francuską). Skład tych dwóch jest bardzo zbliżony, dość krótki i bez silikonów (które nie służą mojej skórze). Glinka Marokańska i składniki aktywne znajdują się pośrodku listy składników. Czerwona maska złuszczająca zawiera glicerynę, ale też silikony i ma najmniej glinek.

 

 Zarówno zakupy, jak i testy rozpoczęłam od czarnej glinki czyli Maski Detoksykująco-Rozświetlającej.
Od producenta: Detoksykująco-rozświetlająca maska Czysta Glinka to produkt, który sprawi, że Twoja cera znów odzyska blask! Dzięki jej natychmiastowemu działaniu, skóra jest oczyszczona z toksyn, staje się zdrowsza i rozświetlona. Maska zawiera unikalne połączenie 3 mineralnych glinek, które absorbują zanieczyszczenia, pomagają redukować niedoskonałości i zmniejszają ilość wydzielanego sebum. Formuła wzbogacona jest także o składnik pochodzenia roślinnego – węgiel, znany ze swoich właściwości oczyszczających i absorbujących. 
Maseczka ma konsystencję gęstego kremu o świeżym, jakby morskim zapachu, dla mnie bardzo przyjemnym i relaksującym. Z łatwością rozprowadza się na skórze, dając uczucie lekkiego chłodzenia ale absolutnie nie podrażnia skóry ani nie wywołuje pieczenia. Zastyga kompletnie, ściągając skórę, co nie jest zbyt przyjemne, ale jest to naturalna właściwość glinek. Sprawia trochę kłopotów ze zmywaniem, po którym zostaje trochę bałaganu ze względu na ciemnoszary kolor.

 

Po użyciu skóra jest wyraźnie odświeżona, lekko rozjaśniona i jakby pełna życia. Efekt zdecydowanie przypadł mi do gustu. Nie pomoże rozjaśnić przebarwień, ale pomaga wyciszyć niedoskonałości, mam wrażenie, że cera jest oczyszczona.
Maska zielona: Oczyszczająco-Matujaca.
Od producenta: Oczyszczająco-matująca maska Czysta Glinka to sposób na dokładne oczyszczenie twarzy, a także zniwelowanie powstawania sebum. Maska zawiera unikalne połączenie 3 mineralnych glinek, które absorbują zanieczyszczenia, pomagają redukować niedoskonałości i zmniejszają ilość wydzielanego sebum. Formuła wzbogacona jest także o składnik pochodzenia roślinnego – ekstrakt z eukaliptusa, znanego ze swoich właściwości oczyszczających i odświeżających.
Produkt ma postać gęstego kremu o jasnozielonej barwie, jest minimalnie mniej gęsta od czarnej poprzedniczki. Zapach znów jest bardzo świeży i przyjemny, tym razem bardziej roślinny, jakby z gorzką nutą i mniej intensywny. Po nałożeniu przez chwilę wywołuje efekt mrowienia, lekkiego pieczenia skóry, a po chwili przyjemnie ją chłodzi. Zastyga w podobnym czasie i w podobnym stopniu jak czarna. Dla mojej skóry jest trochę drażniąca – nałożona zbyt blisko oczu powoduje pieczenie delikatnej skóry i łzawienie. Po zmyciu jednak cera nie jest podrażniona ani zaczerwieniona.
Maska daje uczucie odświeżenia i oczyszczenia, skóra jest lekko ściągnięta i wyraźnie zmatowiona. Przy dłuższym używaniu nie zauważyłam jednak długotrwałego matu, który wskazywałby na zmniejszenie ilości wydzielanego sebum. U mnie zatem ten egzemplarz Czystej Glinki sprawdził się jako „maska bankietowa”, która odświeży cerę i zmatuje, ale na krótko. Przyznam szczerze, że ta z trzech masek najmniej przypadła mi do gustu. Nie chcę powiedzieć, że jest zła, też ją polubiłam, ale z całej serii, najmniej.
Jako ostatnią do testu włączyłam maskę czerwoną czyli Złuszczająco-Wygładzającą.
Od producenta: Złuszczająco-wygładzająca maska Czysta Glinka delikatnie złuszcza skórę i zwęża pory. Maska zawiera unikalne połączenie 3 mineralnych glinek, które absorbują zanieczyszczenia, pomagają redukować niedoskonałości i zmniejszają ilość wydzielanego sebum. Formuła wzbogacona jest także o składnik pochodzenia naturalnego – ekstrakt z czerwonych alg, znany ze swoich właściwości rozjaśniających i ujednolicających koloryt skóry.
Czerwona Czysta Glinka od L’Oreal trochę różni się od pozostałych – jest bardziej gęsta, powiedziałabym, że ma postać pasty, w której zatopione są peelingujące drobinki. Gdy zajrzałam w skład, okazało się, ze to puder z pestek moreli. Zdziwiło mnie, ze producent nie pisze nic o masażu skóry tym produktem – zgodnie z instrukcją, tak jak pozostałe, trzeba ją nałożyć na twarz i spłukać po 10-ciu minutach. Ja przy nałożeniu wykonałam delikatny peeling.

 

Zapach tym razem nie był dla nie tak przyjemny, niby świeży, ale trochę słodki, jakby orientalny, być może po prostu zbyt intensywny i przez to męczący. Skóra była lekko rozgrzana, być może przez masaż, a po chwili to wrażenie minęło. Maska nie zastygła tak kompletnie jak poprzednie i przez to nie wywołała uczucia ściągnięcia. Siłą rzeczy przy zmywaniu znów zafundowałam swojej twarzy złuszczanie.
Po użyciu cera była odświeżona i wygładzona, ale nie miałam wrażenia, jak zwykle po użyciu glinki, jej wyciszenia, oczyszczenia, wiedziałam i widziałam za to efekt wypolerowania. To raczej domowy zabieg 2w1 – peeling i maska jednocześnie. Może świetnie się sprawdzić, jeśli nie złuszczacie skóry innymi kosmetykami, ja jednak mam w zwyczaju przed maseczkami wykonywać peeling i nie takiego efektu oczekiwałam.
Podsumowując – bardzo polubiłam całą linię Czysta Glinka i maski na pewno zagoszczą u mnie na dłużej. Gdybym jednak miała wybrać jedną ulubioną, zdecydowałabym się na czarną, bo widziałam efekty jej działania, choć nie podrażniała mojej skóry, wręcz przeciwnie – miałam wrażenie, że ja koi, absorbując zanieczyszczenia.
Jeśli próbowałyście glinek L’Oreal, koniecznie dajcie znać, jak się u Was sprawdziły.
Pozdrawiam,
Ewa

Zostając na tej stronie godzisz się na używanie plików cookies! Więcej informacji

Dowiedz się więcej o plikach cookie na wszystkoociasteczkach.pl.

Zamknij