parabeny pod lupą składniki

Pod lupą: PARABENY

Witajcie,

Dziś parę słów o parabenach. Czemu zawdzięczają swoją złą sławę? Czy ich unikanie to tylko moda, trend w kosmetologii, bądź skutek celowej propagandy koncernów kosmetycznych, czy faktycznie należy się ich bać? Czy wybierając kosmetyk z oznaczeniem „paraben free” możemy czuć się bezpieczni?
Zapraszam!

Parabeny – czym są?
Chemicznie parabeny są estrami kwasu para-hydroksybenzoesowego. W przemyśle wykorzystuje się głównie metyloparabeny, etyloparabeny, propyloparabeny, butyloparabeny, heptyloparabeny i benzyloparabeny. Piszę „w przemyśle”, bo są one wykorzystywane nie tylko do produkcji kosmetyków – używa się ich także w przemyśle farmaceutycznym i spożywczym. Parabeny są stosowane od wielu lat, bo są świetnymi konserwantami – skutecznie zabezpieczają produkt przed rozwojem bakterii, pleśni i grzybów.
Źródło: labmuffin.com
Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że niemal każdy kosmetyk zawiera wodę oraz rożne związki chemiczne i ekstrakty, które stanowią doskonałe środowisko dla rozwoju drobnoustrojów. Zakonserwowanie produktu jest bardzo ważne, nie tylko ze względu na fakt, że rozwój bakterii np. w kremie spowoduje zmianę jego właściwości – zapachu, konsystencji, działania – ale też jest zagrożeniem dla zdrowia konsumenta.
Dlaczego parabeny?
Parabeny obecne są w większości kosmetyków, jakie możemy kupić w drogerii. Ich nazwy – wyraz „paraben” z różnymi przedrostkami np. metylparaben, etylparaben, propylparaben – możemy z łatwością odnaleźć pod koniec listy składników na opakowaniu kosmetyku. Są tak powszechne, bo są doskonałymi konserwantami – poza tym, że skutecznie chronią przed rozwojem drobnoustrojów, nie mają barwy ani zapachu, nie zmieniają właściwości produktu i nie wchodzą w reakcje z substancjami aktywnymi.
Zła sława
O parabenach zrobiło się głośno w 2004 r., kiedy opublikowano badania dotyczące obecności parabenów w próbkach tkanek z guzów piersi. Sugerowano, że dezodoranty zawierające parabeny mogą zwiększać ryzyko zachorowania na raka piersi. Parbeny w organizmie człowieka wykazują działanie podobne do estrogenów, jednak ponad 100 razy słabsze. Niemniej – od tego czasu w świadomości konsumentów parabeny stanowią substancje rakotwórcze i co raz więcej koncernów rezygnuje z ich stosowania.
Ze względu na powszechne użycie z jednej strony oraz zainteresowanie rynku kosmetycznego i konsumentów z drugiej, prabeny są jednymi z najlepiej przebadanych substancji, wykorzystywanych do produkcji kosmetyków, a z pewnością najlepiej zbadanymi konserwantami.
Według raportu Scientific Committee on Consumer Safety(SCCS) parabeny stosowane w dopuszczalnych stężeniach są całkowicie bezpieczne i nie wykazują działania toksycznego, kancerogennego (rakotwórczego), genotoksycznego ani teratogennego (czyli zaburzającego rozwój u płodów). Mimo licznych badań naukowych, których wyniki świadczą o bezpieczeństwie stosowania parabenów, ich maksymalne stężenie zostało ogranioczone – zawartość dla jednego związku nie może przekraczać 0,4 %, natomiast ich mieszaniny 0,8%. Kwestie te regulują przepisy prawa Unii Europejskiej mi. „Wykaz substancji konserwujących dozwolonych w produktach kosmetycznych”, czyli załącznik do  Rozporządzenia  Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) NR 1223/2009 z 30 listopada 2009 r.
Unikać czy nie unikać – oto jest pytanie
Decydując się na wykluczenie, bądź nie, parabenów należy pamiętać o kilku faktach:

 

  • Parbeny są skutecznymi i od wielu lat stosowanymi konserwantami, nie tylko w przemyśle kosmetycznym.
  • Badania naukowe wielokrotnie potwierdziły bezpieczeństwo ich stosowania.
  • Parabeny wykazują niewielką aktywność estrogenową.
  • Rezygnując ze stosowania parabenów, firmy kosmetyczne wprowadzają do produkcji nowe konserwanty. Wybierając więc produkty wolne od prabenów, tak naprawdę zastępujemy jeden związek drugim.
  • Konserwowanie kosmetyków jest niezbędne dla bezpieczeństwa ich stosowania – w przeciwnym razie np. krem byłby zdatny do użycia zaledwie przez kilka dni od wyprodukowania.

 

Osobiście, mając też świadomość budowy skóry i istnienia bariery naskórkowej, zastanawiam się, jaka faktycznie ilość parabenu może dostać się do mojego krwiobiegu, skoro w kosmetyku jest go mniej niż 1%.
Argumenty za i przeciw są po obu stronach, naturalnie decyzję pozostawiam Wam. Mam tylko jedno przemyślenie – bądźmy świadomymi konsumentami!
Pozdrawiam,
Ewa

Zostaw komentarz

Komentarze (5)

  1. Mnie dość niepokoi działanie podobne do estrogenów. Jeden kosmetyk z parabenem to nic pewnie, ale używamy ich znacznie więcej i często nie jest to jeden paraben a cały zestaw. Nie mówię, że tak jest ale dziś dość często kobiety mają kłopoty ginekologiczne i być może jedna z przyczyn może być to czego używamy chociażby w kosmetykach ��

  2. To prawda, ale z drugiej strony – parabeny występują też naturalnie w wielu roślinach.
    Jest też cała masa innych substancji, które działają jak estrogeny, mi. w żywności. Czytałam kiedyś nawet o problemie oddziaływania feminizującego takich substancji na mężczyzn. Przyznam, że osobiście nie boję się parabenów, co nie znaczy, że nie unikam ich, kiedy mogę. Faktycznie co raz częściej nawet młode kobiety mają problemy ginekologiczne, ale wiadomo – to złożony problem. Przyznam, że w tej kwestii przeraża mnie nadużywanie antykoncepcji hormonalnej przez bardzo młode dziewczyny w celu pozbycia się trądziku.
    W każdym razie – temat jest wart rozważenia.
    Serdecznie dziękuję za Twoje przemyślenia i komentarz!
    Pozdrawiam!

Zostając na tej stronie godzisz się na używanie plików cookies! Więcej informacji

Dowiedz się więcej o plikach cookie na wszystkoociasteczkach.pl.

Zamknij