domowe SPA naturalnie nawilżanie olejki peeling pielęgnacja The Body Shop trądzik

The Body Shop

Hej,

Zapraszam dziś na wpis o kilku produktach marki The Body Shop. Dam w nim znać, jak sprawdzają się ich kultowe masła do ciała do ciała, czy są warte swojej ceny, które produkty kupiłabym ponownie, a które niekoniecznie. Zapraszam!

The Body Shop to brytyjska marka kosmetyczna z tradycjami, w Polsce dostępna od kilku lat. W recepturze kosmetyków stawia na naturalne oleje i ekstrakty, w polityce firmy – na ekologię i działanie zgodnie z regułami fair trade. Kosmetyki nie są testowane na zwierzętach, a wszystkie opakowania mogą w całości być poddane recyklingowi.
Marka słynie z maseł do ciała, które bazują na olejach oraz maśle shea i dostępne są w kilkunastu wariantach zapachowych. Miałam przyjemność zużyć ich już kilka, a w trakcie zakupów w okresie letnim skusiłam się na masło z linii limitowanej Virgin Mojito. Urzekł mnie zapach, który jest intensywny, ale bardzo naturalny i świeży. Czuć w nim cytrusy, ze świeżą, lekko gorzką nutą, jakby skórki limonki. Wyraźna jest też mięta i jest to zapach tak autentyczny, jakbyście roztarły liście mięty w dłoniach. Masło ma bardzo gęstą, dość zwartą konsystencję. Topi się pod wpływem ciepła dłoni, łatwo wchłania, ale pozostawia na skórze lekki film.
Zdecydowanie jest to produkt mocno nawilżający i odżywczy. W składzie na samym początku znajdziemy masło kakaowe, masło shea i glicerynę. Jest w nim trochę syntetycznych dodatków i sylikon, ale większość składu stanowią naturalne składniki (mi. olej sojowy, wosk pszczeli, olej sezamowy, olej z orzechów brazylijskich, wyciągi z limonki i mięty). Fantastyczny produkt, prawdziwie odżywczy, skradł moje serce. Cena prawie 70 zł za 200 ml może skutecznie odstraszyć, ale warto kupić je w promocji, których w TBS nie brakuje.
Korzystając z promocji właśnie, w duecie z masłem kupiłam peeling z jednej z najstarszych i najpopularniejszych linii The Body Shop – Mango. Zamknięty w prostym ale ładnym słoiku peeling jest bardzo gęsty, a w masie przypominającej galaretkę zawieszonych jest mnóstwo cukrowych drobinek. Ponieważ w składzie są naturalne oleje, rozprowadzany na mokrej skórze, peeling zmienia się w emulsję, która fantastycznie nawilża skórę. Niestety w kontakcie z wilgotną skórą cukrowe drobinki szybko się rozpuszczają i efekt złuszczenia nie jest tak intensywny, jak bym sobie tego życzyła. Muszę też zaznaczyć, że kupując ten kosmetyk, poprosiłam o najmocniejszy „zdzierak”, jaki dostępny jest w sklepie firmowym TBS, jestem więc trochę rozczarowana. W efekcie nakładam na skórę dużą porcję kosmetyku, chcąc uzyskać lepszy rezultat złuszczenia i produkt szybko się zużywa.
Muszę jednak wspomnieć o jego fantastycznym składzie, w którym poza wspomnianym cukrem znajdziemy złuszczającą krzemionkę i oleje: ze słonecznika, mango, sojowy, rycynowy, ze słodkich migdałów, rozmarynowy.Liczba „chemicznych” dodatków jest niewielka, choć na pierwszym miejscu składu jest tłusty emolient. Jak przystało na kosmetyk TBS, peeling fantastycznie pachnie owocowo i ciepło, choć nie przytłaczająco słodko. Zapach jest naturalny i autentyczny, z nutą migdałów. Generalnie to udany produkt, a olejkowy film, jaki zostawia na skórze sprawia, że nie musimy jej już nawilżać. Biorąc pod uwagę jednak średni efekt złuszczania i wysoką cenę, raczej nie kupię go ponownie.
Kolejnym produktem, o którym chciałbym wspomnieć jest balsam Wild Argan Oil. O dobroczynnych i odżywczych właściwościach oleju arganowegonikogo chyba przekonywać nie muszę, a w składzie znajdziemy jeszcze olej ze słodkich migdałów, ojej babassu, masło shea, olej sezamowy i inne dobrodziejstwa. Są też jednak syntetyczne dodatki, jak emulgator, substancja zapachowa i barwniki, skład jednak w większości jest naturalny. Balsam fantastycznie pachnie, ciepło, trochę orientalnie, orzechowo. Zapach jest piękny i długo utrzymuje się na skórze.
Choć konsystencja jest kremowa, ale lekka, kosmetyk szybko się wchłania, pozostawia skórę mocno nawilżoną. Śmiało mogę stwierdzić, że równie odżywczego efektu nie dawał mi żaden drogeryjny produkt i z tego względu z pewnością sięgnę po niego ponownie. Muszę też nadmienić, że balsam zamknięty jest w bardzo ładnym i praktycznym opakowaniu z pompką, których jestem wielką fanką. Choć regularna cena 56 zł za 250 ml jest porażająca, kupiłam go w promocji za 29 zł i z pewnością jest wart tej ceny!
Wśród produktów TBS moim absolutnym ulubieńcem i jednocześnie bestsellerem marki jest Tea Tree Oil czyli esencja z olejkiem z drzewa herbacianego. Mała zielona buteleczka zakończona jest korkiem dozującym krople, jak w lekarstwach. Płyn ma ziołowy zapach olejku herbacianego i nie jest zbyt tłusty. Bazuje na alkoholu i poza 15% olejku z drzewa herbacianego zawiera olejek tamanu i kilka dodatków.
Esencja nałożona punktowo na niedoskonałości (ja robię to przy pomocy patyczka kosmetycznego) szybko wysusza zmiany i koi skórę, zmniejszając stan zapalny. Dzięki temu nawet duże bolesne zmiany szybko się goją. Przy nakładaniu wieczorem już następnego dnia rano widziałam znaczącą poprawę. Szczerze uwielbiam i polecam ten produkt. Flakonik 10 ml kosztuje 26 zł, ale jest to produkt bardzo wydajny i mówiąc szczerze kupowałabym go nawet, gdyby był droższy.
Zachwycona działaniem olejku, będąc ostatnio w sklepie The Body Shop, postanowiłam wypróbować kolejny produkt z linii. Padło na tonik. Choć na początku składu widnieje alkohol, tonik zawiera wiele naturalnych ekstraktów wyciąg z hamamelisu, wyciąg z kory wierzby, olejek z drzewa herbacianego, olejek tamanu oraz puder z tapioki o działaniu matującym. Ten ostatni osadza się na dnie, dlatego należy pamiętać o wstrząśnięciu toniku przed użyciem.
Produkt zamknięty jest w solidnej ciemnozielonej butelce i pachnie podobnie do ekstraktu – mocno i ziołowo, olejkiem herbacianym. Ponieważ zawiera alkohol, nie używam go codziennie, a jedynie od czasu do czasu, kiedy chcę mieć pewność, że mocno oczyściłam skórę lub kiedy chcę ją zdezynfekować. Czasem przecieram nim okolice żuchwy, bo właśnie tu najczęściej pojawiają się u mnie niedoskonałości (co jest charakterystyczne dla trądziku u osób dorosłych). Zdecydowanie przypadł mi do gustu i pewnie będę do niego wracać, zwłaszcza jeśli ponownie uda mi się kupić go na wyprzedaży – mój flakon 250 ml kosztował niecałe 20 zł, zamiast regularnej ceny 39,99.
Podsumowując: Jestem przekonana, ze chętnie będę sięgać po produkty TBS. Opakowania, przepiękne zapachy, składy i działanie odpowiadają mi równie mocno, jak ich proekologiczna polityka. Nie są to produkty tanie, ale warto korzystać z promocji, które w ich sklepach można znaleźć niemal zawsze. Często są wyprzedaże lub promocje typu 3 za 2.
Z niecierpliwością czekam, aż TBS uruchomi polski sklep on-line, bo póki co sklepów jest niewiele, ale jeśli macie okazję przetestować ich produkty, polecam.
Pozdrawiam ciepło,
Ewa

Zostaw komentarz

Zostając na tej stronie godzisz się na używanie plików cookies! Więcej informacji

Dowiedz się więcej o plikach cookie na wszystkoociasteczkach.pl.

Zamknij