Lovely makijaż paleta pędzle Too Faced twarz

Odkrycia roku 2017 – kolorówka

Hej,

Rok 2017 za nami i czas na małe – a jakże! – kosmetyczne podsumowanie. Nie będę rozwodzić się nad ulubieńcami, bo jest ich dużo i wielu z nich jest ze mną od dawna. Postanowiłam jednak podzielić się z Wami moimi kilkoma kosmetycznymi odkryciami, w większości są to produkty, które swoją premierę miały w minionym roku. Spoglądam na nie i dochodzę do wniosku, że zostają u mnie na stałe, bo to same perełki! Zapraszam

Zacznę od kolorówki i od razu przyznam, że w tej materii trochę poszalałam – samych palet cieni do oczu kupiłam sześć i nie były to produkty z Bierdonki. 😃  Paletą której używałam najczęściej jest Sweet Pech firmy Too Faced i zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie w tym poście. O  tym, jak na nią „zachorowałam” i kazałam mojemu M. szukać jej w zagranicznych Sephorach, opowiem Wam innym razem, bo pewnie ostatecznie zasługuje ona na oddzielny wpis. Powiem tylko tyle – cienie są świetnie napigmentowane, pięknie się ze sobą łączą i nawet amatorka, jaką jestem, zdoła szybko stworzyć nią piękny makijaż.
Poza tym opakowanie jest nie tylko solidne, ale też wprost urocze i śliczne, a po otwarciu roztacza się słodki brzoskwiniowy zapach – aż chce się malować! To jeden z tych produktów, który momentalnie poprawia humor. Kolorystyka cieni utrzymana jest w większości w ciepłej tonacji, a przekrój barw jest szeroki, więc jest to paleta uniwersalna i kompletna – można szybko wykonać dzienny makijaż lub pobawić się w wieczorowe smoky.
Ulubionym i najczęściej używanym przeze mnie brązerem minionych miesięcy jest Milky Chocolate w odcieniu Medium marki Lovely. Kupiony spontanicznie na promocji w Rossmannie przeczy teorii, że nieplanowany zakup kosmetyków, bez sprawdzenia opinii o nich to zły pomysł.

 

 Idelany kolor dla większości ciepłych karncji, świetna pigmentacja i łatwe rozcieranie sprawiły, że sięgałam po niego odruchowo, niemal bezwiednie, prawie codziennie. Według mnie kosmetyk zdecydowanie niedoceniony, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego niską cenę.
Rewolucyjnym odkryciem był dla mnie zakup pędzli M Brush by Maxineczka. Oglądam i kibicuję Maxi od dawna, ale ze względu na wysoką cenę długo zastanawiałam się nad zakupem jej pędzli, zwłaszcza, że trochę ich już mam 😀 Zdecydowałam się na zestaw trzech sztuk do twarzy i jestem przekonana, że są warte każdej złotówki. Oprócz tego, że są piękne i wykonane z najwyższą dbałością o szczegóły, po prostu działają cuda.

 

To prawdopodobnie kwestia jakości włosia, dzięki któremu z jednej strony świetnie dystrybuują produkty na skórę, nawet te mniej intensywne, a z drugiej fenomenalnie je rozcierają. Mogłabym powiedzieć, że da się nimi malować po ciemku! Włosie jest wyjątkowo miękkie i przyjemne w użyciu, a pędzle poręczne i świetnie wyprofilowane, dzięki czemu np. płaski pędzel do pudru idealnie nadaje się do używania pod oczy. Do postanowień noworocznych dopisuję zakup kolejnych!

 

 Glitter Primer z NYX to mój zakup z końca roku, ale już po kilku użyciach jestem przekonana, że nie może zabraknąć go w mojej kosmetyczce. Kremowa baza sprawia, że każdy brokatowy czy metaliczny cień nie tylko staje się supertrwały, ale też fenomenalnie podbija intensywność jego koloru i błysku, sprawiając, że cienie zyskują naprawdę nowy wymiar. Dla mnie świetny i unikatowy produkt.
To tyle w kwestii kolorówki, żeby Was nie zanudzać postanowiłam odkrycia pielęgnacyjne opisać w oddzielnym poście. Myślę, że makijażowo w 2017 r. zrobiłam krok naprzód. 😁Oby kolejny rok nie był gorszy.
Pozdrawiam,
Ewa

Zostaw komentarz

Zostając na tej stronie godzisz się na używanie plików cookies! Więcej informacji

Dowiedz się więcej o plikach cookie na wszystkoociasteczkach.pl.

Zamknij