makijaż pomadka

I ❤ Make Up

Hej,

 

Już jakiś czas temu w Rossmannie pojawiły się stendy z kosmetykami do makijażu nowej marki – I ❤ MAKE UP. Jest to w zasadzie linia produktów brytyjskiej Makeup Revolution znanej z dobrej jakości kosmetyków za bardzo niskią cenę. Marka słynie także z innego faktu – wypuszczania na rynek produktów wzorowanych na bestsellerach innych firm „wysokopółkowych”. 

 

Kosmetyki I Love Make Up same w sobie nowością nie są, ale do tej pory dostępne były u nas tylko on-line. Cieszą się dużą popularnością i dobrymi opiniami nic więc dziwnego, że za każdym razem, gdy jestem w Rossmannie mam wrażenie, że przez sklep przeszło tornado, bo półki są spustoszone.

 

 

Przy ostatniej wizycie skusiłam się na dwa produkty: płynną pomadkę Lip Lava oraz róż Blushing Hearts, wzorowane na kosmetykach Too Faced.

 

 

Po pomadkę w kolorze Forgiven sięgnęłam bez przekonania, bo ciemny brudny róż kartonika wróżył w moim przekonaniu kolor, który mnie nie zachwyci. Pomadka okazłą się jednak jaśniejsza i zdecydowanie cieplejsza, czym od razu zdobyła moje serce. Kolor ciemnego beżu z ciepłym brzoskwiniowym podtonem bardzo mi się spodobał i jest ostatnio moim ulubionym pewniakiem na dzień. Produkt zamknięty jest w tubce z gąbkowym aplikatorem, który jest sztywny, co umożliwia precyzyjne pomalowanie ust. Konsystencja kremowa, bardzo dobrze napigmentowana. Ostrzegam jednak fanki matowych pomadek w płynie – nie jest to produkt tego typu, z resztą producent nie obiecuje nam matowego wykończenia. Pomadka zastyga po kilku minutach od aplikacji i pozostaje satynowa, dobrze trzyma się ust i jest trwała, ale nie z tych nie do ruszenia. W zamian za to nie wysusza natomiast ust i zjada się w estetyczny sposób.

 

Za cenę niecałych 15zł chętnie wypróbuję inny odcień. Mi udało się zdobyć ją w promocji za niecałe 10zł.

 

 

 

Róż Blushing Hearts poza promocyjną ceną 14,99 zł zwabił mnie swoim opakowaniem. Gdy za oknem topniał brudny śnieg, moja ręka sama (przysięgam!) sięgnęła po kolorowe serduszko. Przymierzałam się wcześniej do tego produktu, jednak przy sprawdzaniu kolorów w drogerii, okazało się, że pigmentacja jest kiepska i w zasadzie to bardziej podbarwiony rozświetlacz. 
Zdecydowałam się więc na odcień Candy Queen of Hearts, który z dostępnych w tamtej chwili, miał w sobie najwięcej koloru. Nie powala on trwałością, a odcień w stylu baby pink nie jest moim faworytem, ale ostatnio w makijażu codziennym wciąż po niego sięgam. Powodów jest kilka: rozświetlający róż momentalnie ożywia cerę, produkt łatwo się nakłada, ciężko zrobić nim plamy, a opakowanie, mimo że jest kiczowate, od razu poprawia mi nastrój.

 

Lip Lava Forgiven oraz Blushing Hearts
Candy Queen of Hearts

 

 

A Wy – czy również ❤ Make Up?

 

Zostaw komentarz

Komentarze (2)

Zostając na tej stronie godzisz się na używanie plików cookies! Więcej informacji

Dowiedz się więcej o plikach cookie na wszystkoociasteczkach.pl.

Zamknij