kultowy test oczyszczanie pielęgnacja

Liz Earle Cleanse & Polish Hot Cloth Cleanser / kultowy test

Hej,
Jeśli lubicie „pogrzebać” w urodowej blogosferze, na pewno znacie to uczucie, kiedy napotykacie na bardzo pozytywne recenzje produktu i chciałybyście natychmiast dostać go w swoje ręce. Czasem okazuje się, że produkt jest drogi, ciężko dostępny, lub macie już w swojej kolekcji trzy podobne… ale ziarno „chciejstwa” zostało zasiane i z każdą przeczytaną/obejrzaną pozytywną recenzją co raz mocniej czujecie, że MUSICIE tego spróbować.

Tak właśnie było w moim przypadku, kiedy natrafiałam na „achy” i „ochy” pod adresem produktu Liz Earle Cleanse & Polish Hot Cloth Cleanser.

 

Krem do mycia konsystencją przypomina bogaty krem do twarzy i bardzo ważne jest to, że razem z nim w zestawie otrzymujemy muślinową ściereczkę do mycia twarzy.

Skład

Zamawiając ten produkt spodziewałam się zobaczyć w składzie same dobroci płynące z serca natury, gdyż jest on powszechnie znany jako naturalny. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy okazało się, że skład wcale nie jest taki idealny. Nie mogę jednak nie potwierdzić, że krem do Liz Earle zawiera wiele dobroczynnych dla skóry składników mi. glicerynę, wosk pszczeli, wyciągi z chmielu, rozmarynu, rumianku, olejek z eukaliptusa, pantenol. Nie zawiera produktów odzwierzęcych i nie jest testowany na zwierzętach.

Zapach

Świeży i ziołowy, delikatny. Zdecydowanie czuć w nim eukaliptus. Dla mnie przyjemny i relaksujący.

Sposób użycia i działanie

Zgodnie z instrukcją producenta krem nakładamy na suchą skórę twarzy, masujemy, po czym oczyszczamy skórę przy użyciu dołączonej ściereczki zmoczonej gorącą wodą. Po umyciu buzi opłukujemy ją zimną wodą. Ten mały rytuał ma zapewnić nam zdrowo wyglądającą, pełną blasku cerę. Muszę przyznać, że produkt jest bardzo przyjemny w użyciu i świetnie radzi sobie z zanieczyszczeniami oraz resztkami makijażu. Użycie go solo do demakijażu jednak odradzam, z tego prostego faktu, że masowanie skóry wszystkim co zebrało się na niej w ciągu dnia, nigdy nie jest dobrym pomysłem.

 

 

W moich oczach największym bohaterem tego sposobu oczyszczania jest załączona szmatka. Mała i niepozorna – przypomina niegdysiejszą materiałową chusteczkę do nosa, jest po prostu obszytym kawałkiem bawełnianego materiału o grubym splocie (widać w nim pojedyncze nitki). Dzięki jej użyciu oczyszczamy skórę, ale przede wszystkim delikatnie ją złuszczamy i temu właśnie moim zdaniem swoją sławę zawdzięcza Liz Earle.
Nie jest to jednak oczyszczanie idealne – choć szmatka wydaje się delikatna, przy dłuższym pocieraniu skóra wrażliwa i naczynkowa może jej nie polubić. Nie zapewnia w moim odczuciu również dogłębnego oczyszczenia porów – jest bardziej peelingiem.
I jeszcze bardzo ważny fakt – rytuał mycia twarzy kremem Liz Earle Cleanse zdecydowanie nie jest dla leniwców. Jeśli Wasza pielęgnacja ogranicza się do szybkiego umycia twarzy i nałożenia kremu, odradzam zakup tego produktu. Żeby skórze pomóc a nie zaszkodzić muślinową ściereczkę trzeba każdorazowo przeprać i wysuszyć.
Podsumowując: Liz Earle Cleanse & Polish Hot Cloth Cleanser jest dobrym produktem, ale nie zrewolucjonizował mojej pielęgnacji. W Polsce można go kupić jedynie on-line i kosztuje ok. 15 funtów (100 zł na Allegro) za 100 ml.
Kupiłam, przetestowałam, nie żałuję, ale też nie kupię ponownie.
Sorry Lizzy, not this time
.

Zostaw komentarz

Zostając na tej stronie godzisz się na używanie plików cookies! Więcej informacji

Dowiedz się więcej o plikach cookie na wszystkoociasteczkach.pl.

Zamknij