makijaż paleta

The Royal Peach Palette – Brzoskwinie od Kylie

Hej,
Dziś chcę się z Wami podzielić pierwszymi wrażeniami dotyczącymi produktu, którego pojawienie się na rynku nie mogło umknąć uwadze wszystkich miłośniczek makijażu, a mianowicie: ostatniej palety cieni od Kylie – The Royal Peach Palette. Jeśli jesteście ciekawe także moich spostrzeżeń na temat zakupów na kyliecosmetics.com., zapraszam do lektury 🙂

Zacznę od tego, że nie jestem fanką Kylie Jenner ani i żadnej z jej sióstr. Muszę jednak przyznać, że dziewczyny są nie tylko ładne, ale też sprytne i przedsiębiorcze, bo świetnie potrafią wykorzystać swoje „5 minut” w mediach. Mimo, że nie oglądam reality show z ich udziałem, słyszałam naturalnie o pojawieniu się na rynku kosmetyków Kylie. Nie przeszło mi wtedy nawet przez myśl, żeby zamawiać z USA pomadkę za ponad 100zł, ale kiedy po jakimś czasie na Instagramie trafiłam na pierwsze zdjęcia The Royal Peach Palette, przepadłam.
Z pełną świadomością dałam nieść się na fali marketingu, oglądając kolejne zdjęcia. Oczywiście marka w przemyślany i cwany sposób zapowiadała premierę produktu, odliczając kolejne dni i godziny, budując w konsumentkach narastającą potrzebę posiadania. Ja – zakochana w barwach palety i zachęcona pozytywnymi opiniami co do jakości jej poprzedniczek, na chłodno zastanawiałam się nad jej zakupem.
Poza ceną 45$ odstraszał mnie koszt wysyłki (15$), widmo cła i VATu (trochę się o tym naczytałam w kontekście zakupów u Kylie), fakt, że nie posiadam konta walutowego ani karty kredytowej, a jedynie płatniczą oraz świadomość, że aby zakupić kosmetyk będę musiała czyhać przy komputerze w środku nocy, bo wiadomo, że nowości tej marki wyprzedają się w parę minut. Zdecydowałam się jednak na zakup, mając w pamięci, że nad brzoskwiniową paletą Too Faced też się zastanawiałam, a kiedy w końcu udałam się po nią do Sephory, okazało się, że jest już niedostępna, bo to edycja limitowana.
Royal Peach Palette kupiłam bez problemów przy „drugim rzucie”, bez problemów też zapłaciłam swoją kartą. Ponieważ przy zakupach powyżej 60$ otrzymujemy darmową wysyłkę na cały świat, zamiast płacić 15$ za wysyłkę, kupiłam przy okazji jedną ze słynnych pomadek za 17$. Po 3 tygodniach czekania zaczęłam się niepokoić, bo czas realizacji zamówienia został przekroczony, ale po jakimś miesiącu zawitał do mnie listonosz, tyle, że zamiast wyczekiwanej paczki miał dla mnie pismo ze Stanowiska Celnego Poczty. Po złożeniu mailem deklaracji celnej oraz dowodów zakupu i po kolejnym tygodniu czekania otrzymałam w końcu zamówienie, ale musiałam zapłacić 79zł cła!
W końcu upatrzona brzoskwinia jest moja. Zamknięte w kartoniku opakowanie jest takie jak lubię – tekturowe, ale bardzo solidne, proste, białe, z napisem „Kylie” w kolorze różowego złota.
Wewnątrz  znajduje się duże lusterko, dobrej jakości pędzel do blendowania i oczywiście 12 cieni utrzymanych w ciepłej tonacji. Są one umieszczone w metalowych wkładach, zamocowanych na magnes, co umożliwia zabranie ulubionego koloru do mniejszej paletki np. przy okazji jakiegoś wyjazdu. Wśród cieni są dwa, które już na pierwszy rzut oka odróżniają się od reszty – piękny kobaltowy niebieski o matowym wykończeniu (Royal) oraz metaliczna jasna zieleń mieniąca się na złoto (Mojito). Przy otwarciu opakowania uderzył mnie jedynie nieprzyjemny, bardzo chemiczny zapach, który kojarzy mi się z farbą w sprayu.
Pierwsze po odpakowaniu swatche złagodziły gorycz dodatkowo poniesionych kosztów cła – cienie są piękne i świetnie napigmentowane. Przy pierwszym makijażu przekonałam się, że doskonale się ze sobą łączą i cudownie rozcierają. Wszystko to sprawia, że malowanie oczu tą paletą jest nie tylko przyjemne, ale też po prostu łatwe. Mam nadzieję, że czas pokaże, iż ten zakup był wart swojej wysokiej ceny – w końcu przy domowym użytkowaniu jest to wydatek raz na kilka lat. Oczywiście, są to wrażenia po kilku pierwszych użyciach, ale chyba mogę mówić o miłości od pierwszego blendowania 😍

 

Jeśli też zastanawiacie się nad zakupem, ze swojej strony mogę potwierdzić wysoką jakość produktów Kylie. Trzeba jednak przemyśleć, czy chce się czekać na kosmetyki miesiąc i mieć świadomość, że wartość samego cła prawie wystarczyłaby na świetną paletkę np. Zoeva.

Zostaw komentarz

Komentarze (1)

Zostając na tej stronie godzisz się na używanie plików cookies! Więcej informacji

Dowiedz się więcej o plikach cookie na wszystkoociasteczkach.pl.

Zamknij