gadżety makijaż pędzle

Ulubione pędzle do makijażu

Witajcie,
Po dłuższej nieobecności (czego szczerze żałuję i obiecuję poprawę) zapraszam na wpis poświęcony moim małym skarbom – ulubionym pędzlom do makijażu. Mam już sporą kolekcję, ale pędzle, o których tu piszę są moimi faworytami. Niektóre służą mi dzielnie każdego dnia od kilku lat! Poznajcie moich makijażowych przyjaciół…

Zacznę od tego, ze pierwsze pędzle kupiłam kilka lat temu. W drogeriach nie było ich wtedy wcale, a wybór opcji ekonomicznych… cóż: wyboru nie było. Ponieważ to często niemały wydatek, kupowałam je pojedynczo i stopniowo moja kolekcja rosła. Czas pokazał też, które pędzle okazały się dla mnie przydatne i przyjemne w użyciu. Niestety – mam też parę „bubli”. Z ręką na sercu mogę jednak polecić Wam pędzle opisane poniżej:
     Pędzel do pudru mineralnego Sephora Professionnel. Jeden z moich pierwszych i zarazem ulubionych narzędzi makijażowych. Niezbyt duży pędzel z bardzo gęstego syntetycznego włosia, okrągło zakończony i okrągły w przekroju. Dedykowany do pudrów mineralnych, jest naprawdę wielozadaniowy – nakładam nim podkład, puder, brązer. Ze względu na jego uniwersalność zawsze towarzyszy mi w podróży. Ponieważ jest syntetyczny i zbity, nie chłonie dużo podkładu. Polecam każdej fance makijażu.
         Maestro 20 rozmiar 160 – dostałam go gratis przy zamówieniu pędzli ze strony producenta. Miękkie, syntetyczne, dość długie włosie sprawia, że świetnie nadaje się do różu – nie nakłada zbyt wiele produktu, więc nie musimy obawiać się efektu rosyjskiej lalki nawet przy użyciu mocno napigmentowanych produktów. Jest delikatny,a przy nakładaniu ładnie rozprasza produkt. Kiedyś używałam go do rozświetlacza i w tej roli również świetnie się sprawdził. Jest dość duży, więc może też służyć do omiatania całej twarzy.

 

      Hakuro H50S. Choć ostatnio fluid nakładam gąbką, ten pędzel jest moim ulubionym do podkładu. Bardzo gęste syntetyczne włosie nie chłonie dużo produktu. Ponieważ jest on płasko zakończony, przy stemplowaniu twarzy pozostawia naturalne wykończenie, a jednocześnie dobrze wpracowuje produkt w skórę i przedłuża trwałość makijażu. Nie jest bardzo duży, a kształt, w jaki ścięte jest włosie – ostre krawędzie – sprawia, że możemy z łatwością dotrzeć produktem np. do skrzydełek nosa. Polecałam go już kilku znajomym, wszystkie były zachwycone.
      Ukośnie ścięty pędzel do różu Sephora Professionnel – to kolejny staruszek w mojej kolekcji. Trafił do niej jako jeden z pierwszych, bo róż był jednym z kolorowych kosmetyków, którego zaczęłam używać najprędzej. Puszyste gęste włosie dobrze rozprowadza produkt, malowanie ułatwia też jego kształt. Przez to, że jest z naturalnego włosia, na twarzy wydaje się dość szorstki, ale w zamian za to zabiera sporo produtu, więc ułatwia malowanie nawet kiepsko napigmentowanym produktem.
     Od jakiegoś roku używam go do opalania twarzy brązerem – jego czubkiem maluję przestrzeń pod kością policzkową – nie jest jednak na tyle precyzyjny, żeby zrobić nieestetyczną kreskę – przez swój rozmiar i kształt od razu rozciera puder. Potem delikatnie omiatam całą powierzchnią pędzla policzki i czoło. To zdecydowanie najszybszy i najłatwiejszy sposób aplikacji brązera.
    Glam Brush T20 – mała miotełka z naturalnego, niezbyt gęstego włosia. Kupiłam go z myślą o przypudrowaniu korektora pod oczami, ale w tej roli okazał się zbyt mało precyzyjny. Genialnie natomiast sprawdził się do nakładania rozświetlacza – jest na tyle mały, że możemy omieść nim dokładnie te partie twarzy, które chcemy – szczyt kości policzkowych, górną wargę, czubek nosa, brodę, a nawet przestrzeń pod łukiem brwiowym – bez efektu błysku na całej twarzy. Jednocześnie przez swój kształt pędzla do blendowania świetnie rozciera produkt, pozostawiając miękkie granice. Ostatnio znalazłam dla niego nowe zastosowanie: konturuję przy jego pomocy twarz miniaturą brązera, której opakowanie okazało się zbyt małe dla innych moich pędzli.
    Hakuro H22 – bardzo miękki pędzel średniej wielkości o gęstym syntetycznym włosiu i wyraźnym wydłużonym czubku. Kupiłam go bez przekonania, ale szybko podbił moje serce. Używam go do pudrowania okolic oczu – jest gęsty więc świetnie „przenosi” puder sypki na skórę, a przez swoją miękkość nie podrażnia jej. Dzięki wyraźnemu szpiczastemu czubkowi bez trudu dociera do brzegu powieki.

 

 

      Ukośny pędzelek do eyelinera Sephora Professionnel. Do eyelinera sprawdza się dobrze, ale do malowania brwi jest mi wręcz niezastąpiony! Nakładam nim cień lub pomadę, poprawiam kredkę. Jest maleńki i posiada cienki pasek sprężystego włosia, dzięki czemu wykonując krótkie pociągnięcia pędzlem, można świetnie wypełnić brwi, domalowując ich włoski, co daje bardzo naturalny efekt. Wiele przeszedł, bo służy mi także do nakładania henny, ale wciąż świetnie się sprawuje. Ścięte włosie idealnie maluje początek brwi przy nakładaniu henny.
Przyznam, że w tym poście chciałam też podzielić się z Wami pozytywnymi wrażeniami z używania moich ulubieńców do cieniowania, po długości tekstu stwierdzam jednak, że na dziś wystarczy już „achów” i „ochów”. 😀 W codziennym makijażu maluję oczy, a w zasadzie rzęsty, tylko tuszem. Stawiam na zdrowo wyglądającą, rozświetloną cerę, więc pędzle przedstawione powyżej to w zasadzie mój must have.
Koniecznie piszcie w komentarzach, jakie są Wasze ulubione pędzle, może dzięki Waszym podpowiedziom odkryję nowe perełki.
Pozdrawiam,
Ewa

 

Zostaw komentarz

Komentarze (2)

Zostając na tej stronie godzisz się na używanie plików cookies! Więcej informacji

Dowiedz się więcej o plikach cookie na wszystkoociasteczkach.pl.

Zamknij